Ten wpis jest bardziej osobisty niż poradniki o sprzątaniu. Nie będzie w nim szczegółów o byłym mężu ani o tym, kto co komu zrobił. Napiszę tylko tyle: nasze drogi bardzo się rozeszły i nie potrafiliśmy patrzeć na życie w jednym kierunku. To była moja decyzja – nie byłam porzuconą kobietą. Ale to nie znaczy, że było łatwo.
Najtrudniejsze były pierwsze miesiące
Zostałam z dwójką małych dzieci i owczarkiem niemieckim. Mieszkałam wtedy na 4. piętrze. Brzmi niewinnie, dopóki nie spróbujesz wyjść na spacer z dużym psem i dwójką maluchów naraz. Logistycznie to było dla mnie bardzo trudne.
Do tego pracowałam bardzo, bardzo dużo, również w weekendy. Byłam przerażona. A jednocześnie jestem bardzo samodzielna – w codziennej logistyce rzadko prosiłam bliskich o pomoc.
Co mi pomogło
Praca – bo nie było czasu na rozczulanie się
Psychicznie najbardziej pomogła mi praca. Nie miałam czasu rozczulać się nad sobą. Musiałam skupić się na dzieciach, na tym, żeby je utrzymać i żeby było z czego żyć.
A łatwo nie było. Prowadzę firmę handlową i sprzedaję ogólnodostępne produkty. W takim handlu wszystko rozbija się o cenę – to nie są własne produkty, na które sama ustalam marżę. Przy moich zakupach i współpracy z firmami jeden grosz potrafi zaważyć o ofercie.
Zadaniowość i konsekwencja
Jestem bardzo zadaniową i konsekwentną osobą. Sama pozycjonowałam produkty i kategorie w sklepie internetowym. Nieraz siedziałam nad komputerem do północy. Bardzo mi to pomogło – i w firmie, i w głowie.
Motywacja: chciałam więcej od życia
Zawsze wiedziałam, że chcę lepszego życia. Robiłam wszystko, żeby do niego dojść. Myślę, że dzięki temu mój mózg był nastawiony na odważniejsze decyzje i dostrzegał szanse, których ktoś inny może by nie zauważył. Pewnie też przegapiłam takie, które ktoś inny by zobaczył – każdy patrzy inaczej. Jedną z tych odważnych decyzji był kredyt hipoteczny. Opisałam ją we wpisie Kredyt hipoteczny jako samotna mama przed 40-tką.
Przyjaciele i rodzina
Choć o pomoc w codzienności prosiłam rzadko, wsparcie przyjaciół i rodziny miałam. I ono naprawdę się liczyło.
Nie miałam „fachu w ręku”
To była dla mnie jedna z najtrudniejszych rzeczy. Nie byłam dietetyczką, stylistką paznokci, fryzjerką ani nauczycielką angielskiego. Nie miałam konkretnej umiejętności, z której mogłabym zrobić produkt online albo markę osobistą.
Więc się uczyłam. Cały czas. Jak prowadzić firmę, jak pozycjonować produkty, jak wybić sklep internetowy i swoją stronę. Nie umiałam tego – nauczyłam się po drodze.
Co powiedziałabym kobiecie, która jest dziś na początku tej drogi
- Uwierz w siebie i poznaj swoje możliwości. Każda z nas jest inna. Niektóre kobiety kompletnie w siebie nie wierzą – a potrafią więcej, niż myślą.
- Miej marzenia i dąż do nich, ale decyzje podejmuj świadomie.
- Szukaj wsparcia. Przyjaciele, rodzina – a czasem psycholog, a nawet psychiatra. Absolutnie nie bój się tego. Rozwód to traumatyczne przeżycie. Jedna z nas przechodzi go łatwiej, inna dużo mocniej, i jedno, i drugie jest w porządku.
- Patrz przez pryzmat plusów. Staraj się nie rozpamiętywać przeszłości. Skup się na tym, żeby Twoje życie było lepsze niż wcześniej – i do tego dąż.
Dziś mieszkam z dziećmi w szeregówce. Jak do tego doszło, opisałam we wpisie dlaczego zamieszkałam w szeregówce.
Codzienność samotnej mamy, dom i ogród pokazuję na moim Instagramie @nieperfekcyjny.dom. Więcej o mnie przeczytasz w zakładce O mnie.
Tekst powstał na podstawie moich własnych doświadczeń i nagrań. Przy redakcji korzystałam z pomocy narzędzi AI – wszystkie opinie i historie są moje.

Skomentuj