Sama z firmą, domem i dwójką dzieci – jak naprawdę wygląda mój dzień

Często dostaję pytanie: „Jak Ty to wszystko ogarniasz?”. Firma, Instagram, blog, dom z ogrodem i dwójka dzieci – i to w pojedynkę. Odpowiedź nie jest ani piękna, ani instagramowa. Ogarniam, bo muszę, i nie zawsze robię to tak, jak bym chciała. W tym wpisie pokazuję mój zwykły dzień – bez lukru, z tym, co działa, i z tym, czego mi brakuje.

Praca zawsze była ważna. Czasem za ważna

Od zawsze bardzo dużo pracowałam. Po porodach to była już prawdziwa kumulacja: maleńkie dzieci i firma, która nie poczeka. Na pewnym etapie próbowałam odpuścić – pracować „normalnie”, po 8 godzin, i mieć wolne weekendy. Tylko że prowadzenie własnej działalności w mojej branży jest dość specyficzne i praca zawsze była na pierwszym planie.

Niestety często odbywało się to kosztem czasu z dziećmi – zwłaszcza od kiedy zostałam z nimi sama. Popołudniami przygotowywałam materiały pod marketing i bloga firmowego, więc chłopcy bardzo często widzieli mnie z telefonem w ręku. Wiem, jak to brzmi. Ale taka jest brutalność życia: nikt mi pieniędzy nie da. To głównie ja utrzymuję dom, wyjazdy dzieci i ich zajęcia dodatkowe, a doba nie jest z gumy.

Mój zwykły dzień – godzina po godzinie

Rano: szkoła i trening

Wstaję, ogarniam chłopców do szkoły i zwykle zawożę ich na 8:00. O 8:15 jestem już na treningu. Regularnie trenuję od wakacji 2025 roku i to jest mój najlepszy start dnia. Przez długi czas chodziłam 5 razy w tygodniu, ale tej jesieni potrzebowałam trochę odpuścić – teraz staram się, żeby to były 3 treningi w tygodniu. Po treningu szybki prysznic w domu, pakuję swoje śniadanie i jadę do pracy.

10:00–15:00: biuro

W firmie staram się być przed 10:00 i zostaję średnio do 15:00 – zależnie od dnia i od tego, co się dzieje.

Po 15:00: dom, dzieci i druga zmiana

Po 15:00 jadę do domu ogarnąć dzieci. Po 16:00 siadam z powrotem do pracy. Kończę o 20:00, czasem o 21:30 – bo poza firmą jest jeszcze Instagram, blog i cała praca twórcy, której z boku nie widać: nagrywanie, montaż, pisanie, odpisywanie na wiadomości.

Weekend: sobota pracująca, niedziela (prawie) wolna

Soboty mam zwykle pracujące, ale bardziej twórczo – pod Instagram. Na sprawy firmowe poświęcam wtedy maksymalnie 2 godziny. Niedzielę staram się sobie odpuszczać i najwyżej wrzucam wcześniej przygotowane materiały.

Co mi najbardziej pomogło

Samodzielne dzieci

Chłopcy mają dziś 9 i 10 lat i to jest ogromna zmiana. Pod koniec zeszłego roku szkolnego nauczyli się jeździć autobusem do szkoły – dla mnie to była ulga, której nie da się opisać. Mogę ich zostawić na chwilę w domu, mogę wyjść wieczorem. Małe kroki, a zmieniają całą logistykę dnia.

Elastyczna praca

Dużo pracuję z domu i sama układam sobie dzień. Mogę pójść zaraz po treningu na paznokcie, do fryzjera czy na rzęsy – a potem wszystko odrobić. Bo kogo mam oszukać? Pracuję na siebie i dla siebie, więc jedyna osoba, którą mogłabym oszukać, to ja sama.

Logistyka i odpuszczanie perfekcji

Bardzo dobrze ogarniam sprawy logistycznie i to mnie ratuje. Ale nauczyłam się też, że nie wszystko musi być idealne. Dom nie musi lśnić codziennie – sprzątam szybko i prosto, a większe rzeczy robię wtedy, kiedy mam na nie czas. Ten blog nie przypadkiem nazywa się nieperfekcyjny dom.

Chłopcy, którzy chcą pomagać

To mnie bardzo cieszy: chłopcy coraz częściej angażują się w moją pracę na Instagramie. Pomagają mi kręcić materiały – czy to przy sprzątaniu, czy przy innych nagraniach – i są do tego bardzo chętni. Dla mnie to czas razem, a dla nich frajda i podgląd tego, czym mama się zajmuje, kiedy siedzi z telefonem.

Czas dla siebie i życie towarzyskie

Nie jestem osobą bardzo towarzyską i rzadko wychodzę na miasto – także dlatego, że jestem sama i nie mam partnera, z którym mogłabym fajnie spędzać wieczory. Z dziewczynami lubię wyjść, jak najbardziej. Ale przez całe wakacje, kiedy miałyśmy do wyboru restaurację i tłum ludzi albo wino u mnie na tarasie przy basenie, wybierałyśmy taras. I nie żałuję ani jednego takiego wieczoru.

Z pomocy bliskich korzystam rzadko – swoje życie ogarniam sama. Kiedy wyjeżdżam na weekend bez dzieci, wprowadzają się do nas moi rodzice. A w weekendy staram się zawsze zrobić z chłopcami coś razem, najlepiej aktywnie: spacer, wycieczka gdzieś w okolice. Żeby pobyć razem i nadrobić trochę to, co zabiera codzienny bieg.

Z czym jest mi najtrudniej

Z tym, że doba bywa za krótka. I z tym, że od paru lat dzieci są w zasadzie cały czas na mojej głowie. Na początku po rozstaniu było tak, że co drugi weekend chłopcy jechali do taty. Od mniej więcej dwóch lat to już nie funkcjonuje – i to jest duża zmiana.

Brakuje mi czasem zwykłego weekendu tylko dla siebie. Takiego, w którym nie mam wyrzutów sumienia, że odpoczywam, bo dzieci są w dobrych rękach i świetnie się bawią. Piszę o tym otwarcie, bo wiem, że wiele z Was ma dokładnie tak samo – i że często się o tym po prostu nie mówi.

Co powiedziałabym mamie, która jest dziś na początku tej drogi

  • Małe dzieci szybko rosną w samodzielność. Dziś wydaje się, że zawsze będzie tak ciężko. Nie będzie – autobus do szkoły zmienia bardzo dużo.
  • Znajdź jedną rzecz tylko dla siebie. U mnie to poranny trening. Nie musi być codziennie – ja też zeszłam z 5 do 3 razy w tygodniu.
  • Odpuść perfekcyjny dom. Czas z dziećmi jest ważniejszy niż idealnie wymyte okna.
  • Weekendowy czas z dziećmi zaplanuj tak jak spotkanie w pracy. Inaczej zawsze wygra coś pilniejszego.
  • Nie wstydź się przyjąć pomocy. Ja wciąż się tego uczę.

A Ty jak to ogarniasz? Napisz w komentarzu – chętnie przeczytam, jak wygląda Twój dzień.


Więcej o tym, jak zaczynałam od nowa, pisałam we wpisach Rozwód przed 40-tką. Jak zaczęłam od nowa, Kredyt hipoteczny jako samotna mama przed 40-tką i Za pięknym kadrem. A o naszych zwierzakach – we wpisie dwa psy i kot w szeregówce.

Tekst powstał na podstawie mojej historii. Przy redakcji korzystałam z pomocy narzędzi AI – myśli i doświadczenia są moje.

Skomentuj